Podróże małe i duże ;)

Podróże małe i duże ;)

Przeglądając komputer natrafiłem na pewien, napisany przeze mnie artykuł, o jednej z moich podróży. Napisałem go w dwóch wersjach blogowej ( nie zamieściłem go tu, nie wiem czemu tak naprawdę), oraz w wersji dla magazynu podróżniczego ( powstał na potrzeby tego magazynu).

Publikuję  go w obu wersjach, a Wy dajcie znać która bardziej Wam się podoba i czy chcielibyście abym opisywał tu o swoich podróżach.

(wersja blogowa)

Sri Lanka –  zwana łzą Indii, perłą Oceanu Indyjskiego, lub też małymi Indiami. Każde z tych stwierdzeń jest prawdziwe, a małe Indie to coś  co od razu przychodzi nam namyśl od razu po wylądowaniu. Indie bez ciągłego dźwięku klaksonów, trochę spokojniejsze (choć to pozorny spokój i cisza). Ale nie próbujcie tego powiedzieć rdzennemu mieszkańcowi Sri Lanki, od razu zostaniecie zrugani że Indie są dużo gorsze, że w Indiach jest biednie a oni są bogaci.

Sri Lanka uderza uprzejmością ludzi i ich tolerancją do odmienności, swoją kolorowością i szarością, swoim bogactwem i biedą.

Pierwszy raz wylądowałem w Kolombo na jedyne 12 godzin, mając tam przesiadkę do innego samolotu. Byłem tak ciekaw  tego kraju, że nie mogłem czekać na lotnisku, tylko udałem się na szybkie zwiedzanie. Na lotnisku można skorzystać z miejscowych biur podróży, które specjalizują się w krótkich 1-2 dniowych wycieczkach po wyspie. Ja, po krótkiej rozmowie, z właścicielem takiego biura, uzgodniłem 12 godzinną, indywidualną wycieczkę do sierocińca dla słoni w Pinnawela. Sama podróż dostarczyła już wiele atrakcji oraz możliwość zobaczenia przepięknych krajobrazów Sri Lanki, jak również miny oburzenia taksówkarza, oraz lekcji historii wyspy gdy stwierdziłem że  są podobni do Indii…

Po drodze do sierocińca odwiedziłem, jeden z wielu na Sri Lance, ogród przypraw. Ogrody są zazwyczaj dostępne dla turystów bez opłat, lub za naprawdę symboliczną cenę.  Miejsca pachną niesamowicie, i są naprawdę pełne ciekawostek, bo czy wiedzieliście np. że kardamon to bylina a cynamon to tak naprawdę kora drzewa cynamonowego? Przewodnik miał dużą wiedzę o rosnących tam roślinach, opowiadał z pasją o tym jakie mają zastosowanie w kuchni oraz w lecznictwie. Wszystkich roślin można dotknąć, powąchać i posmakować, co czyni wycieczkę bardzo przyjemną.

Sam sierociniec jest pięknym miejscem, gdzie schronienie znajdują słonie, a możliwość umycia słonia w rzece, jak też przejażdżka na grzbiecie tego wielkiego, pięknego i majestatycznego zwierzęcia stanowi niesamowite przeżycie. Podczas tego krótkiego pobytu miałem również możliwość skosztowania miejscowego jedzenia, które to rozbudziło moje kubki smakowe.

Sri Lankę opuszczałem z pewnym niedosytem i rozbudzoną wyobraźnią  przed powrotem za kilka dni.

Wróciłem do Kolombo po 4 dniach pobytu na Malediwach. Lądowaliśmy podczas burzy, wielkiej ale przyjemnej, chłodzącej a nawet bym rzekł orzeźwiającej. Podróży do hotelu nie zapomnę nigdy. Jechaliśmy z taksówkarzem autostradą podczas deszczu, droga biegła przez słabo oświetlone miejscowości w których ludzie chodzili po jezdni, nie zwracając zupełnie uwagi na jadące samochody, gdzie skręt z prawego pasa w lewo to nic niezwykłego. Myślałem tylko o tym aby cało dotrzeć do hotelu.

Po wielu ostrych hamowaniach i krzykach kierowców oraz błądzeniu przez godzinę po Kolombo, bo okazało się że kierowca nie wie dokładnie gdzie jest hotel, oraz nie zna angielskiego, oprócz słów „yes” i „no”, udało się dotrzeć w jednym kawałku do hotelu.

Hotel był nowoczesny, położony nad samą linią brzegową, od oceanu dzieliła go tylko dwupasmowa droga i tory kolejowe. To co mnie uderzyło to kontrast pomiędzy tą nowoczesnością i przepychem, a widoczna przez okna hotelowe biedą, gdzie ludzie po sąsiedzku, siedzieli w domach bez prądu, spożywając skromne posiłki przy świetle ogniska.

Z samego rana udałem się na zwiedzanie miasta, wynająłem w tym celu tzw. tuk-tuk’a, jeden z najmniejszych osobowych środków transportu w zatłoczonym mieście a jednocześnie i najtańszy. Poprosiłem kierowcę aby pokazał mi kilka ciekawych miejsc, i w ten sposób miałem okazję zobaczyć Park Vikaharamadevi ( park Victorii), Świątynię Seema Makalaka na jeziorze Beiva. Niedaleko tej świątyni jest inna Świątynia Buddyjska otwarta dla turystów, gdzie można zobaczyć wiele muzealnych pamiątek z kolonialnych czasów wyspy a także zobaczyć jak żyją mnisi.

Warto zobaczyć także port i jego okolice z wieżą zegarową i pozostałymi budynkami administracji rządowej (Kolombo było stolicą Sri Lanki do 1982 roku, ale administracja rządowa jest jeszcze rozsiana pomiędzy nową stolicą Kotte a starą).

Jeśli chcecie kupić pamiątki, polecam poprosić kogoś miejscowego o wskazanie miejscowej galerii handlowej, ja zdałem się na mojego kierowcę tuk tuka i nie żałuję. Nie dość że zobaczyłem bardzo ciekawy architektonicznie, zabytkowy budynek, to kupiłem miejscowe rękodzieło w bardzo atrakcyjnych cenach ( przez te pamiątki, już w Polsce, na lotnisku, miałem kontrolę celną, gdyż celnicy myśleli że przemycam zabytkowe przedmioty).

Dzień upłynął bardzo szybko. Następnego dnia udałem się do Negombo, ale o tym w kolejnym artykule do którego przeczytania już zachęcam.

( i wersja do magazynu 🙂 )

Sri Lanka –  zwana łzą Indii, perłą Oceanu Indyjskiego lub też małymi Indiami. Każde z tych stwierdzeń jest prawdziwe, a małe Indie to coś  co od razu przychodzi nam namyśl zaraz po wylądowaniu. Indie bez ciągłego dźwięku klaksonów, trochę spokojniejsze (choć to pozorny spokój i cisza).

Sri Lanka uderza uprzejmością ludzi,  ich tolerancją do odmienności, swoją kolorowością i szarością, swoim bogactwem i biedą.

Bardzo często zdarza się, że na Sri Lance lądujemy na kilka godzin (szczególnie podczas lotu z Polski na Malediwy) , gdzie oczekuje się na inny  samolot. Warto wtedy, zamiast oczekiwać na rejs pół dnia, udać się na szybkie zwiedzanie. Na lotnisku można skorzystać z miejscowych biur podróży, które specjalizują się w krótkich 1-2 dniowych wycieczkach po wyspie. Można także uzgodnić indywidualną, np.  12 godzinną, wycieczkę.  Koniecznie trzeba wybrać się wtedy do sierocińca dla słoni w Pinnawela. Sama podróż dostarcza wiele atrakcji oraz możliwość zobaczenia przepięknych krajobrazów wyspy.

Po drodze do sierocińca, obowiązkowo trzeba się zatrzymać, w jednym z wielu na Sri Lance, ogrodzie przypraw. Ogrody są zazwyczaj dostępne dla turystów bez opłat, lub za naprawdę symboliczną cenę.  Miejsca pachną niesamowicie, i są naprawdę pełne ciekawostek, bo czy wiedzieliście np. że kardamon to bylina a cynamon to tak naprawdę kora drzewa cynamonowego? Przewodnicy mają dużą wiedzę o rosnących tam roślinach, opowiadają z pasją o tym jak stosować przyprawy w kuchni oraz w lecznictwie. Wszystkich roślin można dotknąć, powąchać i posmakować, co czyni wycieczkę bardzo przyjemną.

Sam sierociniec jest pięknym miejscem, gdzie schronienie znajdują słonie, a możliwość umycia słonia w rzece, jak też przejażdżka na grzbiecie tego wielkiego, pięknego i majestatycznego zwierzęcia stanowi niesamowite przeżycie.

Podczas tak krótkiego pobytu warto  skosztować miejscowego jedzenia, które na pewno rozbudzi kubki smakowe.

Podczas dłuższego pobytu, warto zatrzymać się na początek w Kolombo. Sama podróż z lotniska do hotelu może być okazją do poznania zwyczajów panujących na wyspie.

Jazda taksówką po  autostradzie podczas zmroku to nie lada wyzwanie dla ludzi o słabszych nerwach, droga biegnie przez słabo oświetlone miejscowości w których ludzie chodzą po jezdni, nie zwracając zupełnie uwagi na jadące samochody, gdzie skręt z prawego pasa w lewo to nic niezwykłego. Myśli się wtedy tylko o dotarciu w całości  do hotelu.

Warto upewnić się u kierowcy że wie gdzie jest hotel, do którego zamierzamy jechać, bo inaczej będziemy krążyć dłuższy czas po bocznych, wąskich i ciemnych uliczkach Kolombo. Nie dajmy się zwieść odpowiedzią „yes”, bo w wielu wypadkach kierowcy nie znają zupełnie angielskiego i odpowiadają tylko według własnego klucza, np. trzy razy „yes” raz „no”.

Hotele to bardzo często nowoczesne budynki, położone nad samą linią brzegową, od oceanu dzieli je zazwyczaj tylko dwupasmowa droga i tory kolejowe. Nie są to, wbrew wyglądowi, hotele drogie, i warto się w nich zatrzymać.

To co uderza, po przybyciu do Kolombo, to kontrast pomiędzy  nowoczesnością i przepychem, a widoczną, także przez okna luksusowych hoteli, biedą, gdzie ludzie  siedzą w domach bez prądu, spożywając skromne posiłki przy świetle ogniska.

Na zwiedzanie miasta opłaca się udać z samego rana. Praktycznie pod każdym hotelem jest postój dla motoriksz zwanych tuk tukami, jest to  jeden z najmniejszych osobowych środków transportu w zatłoczonym mieście a jednocześnie i najtańszy. Jako przewodnika po mieście można zatrudnić kierowcę który, bardzo często bez żadnej opłaty,  pokaże ciekawe miejsca i opowie o nich, nie z punktu widzenia turysty a mieszkańca. Oczywiście można także poprosić kierowcę o dowiezienie w konkretne miejsce, które chcemy zobaczyć. Nieodzownym punktem zwiedzania Kolombo, jest Park Vikaharamadevi ( park Victorii), Świątynia Seema Makalaka na jeziorze Beiva. Niedaleko tej świątyni, jest inna Świątynia Buddyjska otwarta dla turystów, gdzie można zobaczyć wiele muzealnych pamiątek z kolonialnych czasów wyspy a także zobaczyć jak żyją mnisi.

Będąc w dawnej stolicy kraju, trzeba  odwiedzić port i jego okolice, z wieżą zegarową, i pozostałymi budynkami administracji rządowej (Kolombo było stolicą Sri Lanki do 1982 roku, ale administracja rządowa jest jeszcze rozsiana pomiędzy nową stolicą Kotte a starą).

Podczas kupna pamiątek warto poprosić taksówkarza, lub kogoś miejscowego, o polecenie gdzie zrobić takie zakupy. Bardzo często wskazują galerie handlowe, zupełnie inne niż te do których jesteśmy przyzwyczajeni. Są to zazwyczaj ciekawe architektonicznie, zabytkowe budynki, gdzie na wielu stoiskach można nabyć miejscowe rękodzieło w bardzo atrakcyjnych cenach. Mała rada, nie wyrzucajmy paragonów za te przedmioty, często nasi celnicy myślą że są to wartościowe, zabytkowe przedmioty, i wskazane jest okazać rachunek aby nie zostać oskarżonym o próbę przemytu.

Po szybkim zwiedzaniu Kolombo, trzeba koniecznie udać się do Negombo, gdzie odpoczniemy od zgiełku miasta, ale o tym w kolejnym artykule.

Czekam na Wasze opinie

Gabriel

1 Comment

  1. Chętnie poczytam o Twoich podróżach i praktycznych poradach co warto zwiedzić na miejscu. Jeśli chodzi o wersje to myślę Że blogowa, pisana w pierwszej osobie bardziej przypadła mi do gustu – choć obydwie ciekawie napisane 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *